Jak to wszystko się zaczęło część 1

Dom pełen zwierząt

W moim domu odkąd pamiętam były zwierzęta. Chomiki, szczury, króliki, rybki, psy i koty... Rodzice nie mieli ze mną łatwo bo lubiłam przynieść do domu jakąś zgubę... zawsze lubiłam duże psy – owczarki, dogi, rottweilery. Kiedy byłam w liceum za przysłowiową stówkę odkupiłam od pewnej rodziny Shar-peia Alfina... Nie będę się rozpisywać o jego stanie, powiedzmy tylko, że był bardzo zaniedbany. Alfino żył głównie z moją mamą. Ponieważ był super extra championem ze wszystkimi możliwymi papierami raz udostępniłyśmy go do krycia. Z tego krycia trafił do nas Ozi...

gymrussells_ozigymrussells_ozi_3.jpg

Ozi

Ozi był pierwszym w pełni moim psem. Przyjechał ze mną na studia do Krakowa i wspólnie spędziliśmy tu ponad 15 lat. Był moim najlepszym przyjacielem przez większość „dorosłego“ życia. Oziemu, jak to super rasowemu psiakowi dolegało bardzo wiele rzeczy – chore uszy, oczy, skóra, nerki itp itd. W sumie większość swojego psiego życia spędził na lekach. Pod koniec, kiedy już widziałam, że się męczy i nie widać możliwości poprawy postanowiliśmy ulżyć mu w cierpieniu poprzez eutanazję. Bardzo długo się nad tym zastanawiałam i nie chciałam tego zrobić... ale któregoś dnia spotkałam na ulicy panią, która powiedziała mi wprost "Pies się męczy, cierpi... ma Pani szansę ulżyć mu w cierpieniu a męczy go Pani bo co? Bo Pani przykro? Bo Pani smutno? Tak postępuje prawdziwy przyjaciel?". I miała rację...  

Myślę, że każdy, kto żegnał się ze swoim pupilem w ten sposób przyzna, że jest to jeden z najgorszych momentów w życiu właściciela czworonoga. Ja bardzo to przeżyłam. Płakałam, nie mogłam się pozbierać. Tak bardzo brakowało mi pazurków stukających po podłodze, spacerów, tulenia, witania przy drzwiach... Nawet moja kotka wpadła w depresję i nie wychodziła spod stołu przez ponad dwa tygodnie.

Po traumie jaką było uśpienie psa, z mężem postanowiliśmy, że narazie nie chcemy żadnego nowego czworonożnego towarzysza. Z Ozim mieliśmy sporo problemów – staruszek był ślepy i głuchy, przez co bywał agresywny. Nie pachniał zbyt przyjemnie więc mało kto chciał z nim zostawać :/ Ogólnie byliśmy zmęczeni posiadaniem dużego, chorego psa. Dochodziła jeszcze całodzienna praca na siłowni – no nie po drodze nam było z psiakiem. Tylko, że ja nadal cierpiałam. Przemek pojechał do pracy i zostałam sama w pustym domu z kotem w depresji :/ Z pomocą przyszli znajomi, którzy jechali na wakacje i potrzebowali zostawić z kimś psa…

Psi hotel

gymrussells_leosia.jpg

Pierwsza trafiła do mnie Leosia… jak ją pierwszy raz zobaczyłam to nie mogłam powstrzymać śmiechu – przecież to nietoperz a nie pies… pomyślałam.  Jednak Leosia okazała się fantastycznym lekarstwem na tęsknotę za Ozim. Dała mi tyle psiego ciepła i miłości, że szybko zaczęłam wracać do siebie… Leosia zawsze będzie miała specjalne miejsce w moim sercu ze względu na to jak mi pomogła… Pożegnanie ukochanego zwierzaka jest bardzo ciężkie. Ma się wiele wątpliwości, mysli, czy udało się zrobić wszystko aby pomóc. Męczą wyruty sumienia ale uwierzcie, że na tęsknotę za psem naprawdę najlepszy jest inny pies. To, że pokochamy nowego czworonoga wcale nie znaczy, że mniej kochaliśmy poprzedniego, albo, że za nim nie tęsknimy. Ten post jest na to dowodem... minęło juz dobrych kilka lat odkąd Oziego nie ma z nami, a ja ciągle o nim pamiętam. 

Rysia

gymrussells_rysia.jpg

Po Leosi przez przypadek trafiła do mnie Rysia. Pierwszy raz jak ją zobaczyłam była zarzygana i lekko zestresowana. Miała około 8 miesięcy. Jej właściciele jechali na weekend na wesele, a Ryśka miała zostać ze mną. Moje pierwsze słowa po tym jak ją zobaczyłam brzmiały miej więcej tak:  „ooo jaki ładny kundelek”, - „to Jack Russell Terier usłyszałam w odpowiedzi… Pomyślałam sobie „o matko. Terier. Mały, wredny, szczekający – dobrze, że tylko na weekend”. Takie mniej więcej było moje pojęcie o tej rasie... Trochę zestresowana wzięłam Ryśkę na ręce i poszłyśmy razem do domu. Kilka miesięcy później Rysia ze mna zamieszkała, ale o tym w następnym poście... :)

Tagi
pies rysia adopcja jackrussell

KOMENTARZE