Jak to wszystko się zaczęło część 3

Kiedy Rysia w końcu trafiła do nas JUŻ RAZ NA ZAWSZE była rozbitym i nieznośnym małym pieskiem. O tym jak wyglądało jej życie przed trafieniem do nas możesz poczytać tu.

Nie słuchała się kompletnie. Uciekała na spacerach, zamiast na zewnątrz swoje potrzeby załatwiała zaraz po powrocie ze spaceru. Najbardziej lubiła zrobić siku na kołdrę zaraz po tym, jak zmieniłam pościel.

rysia_gymrussell_pileczka.pngOgólnie nie było różowo. Poniszczone rzeczy, dużo nerwów, nieprzespane noce. Na szczęście wszystkie swoje okropne zachowania wynagradzała nam miłością. Była bardzo zagubiona i przestraszona. W domu nie odstępowała mnie na krok. Uwielbiała wspólne zabawy, dużo się przytulała ale tylko n aswoich warunkach. Rysia bardzo nie lubiła żeby ja głaskać po główce, czy drapać po plecach. Uciekała wtedy albo chowała się. Była takim trochę dzikusem.

Nie za bardzo wiedziałem jak sobie radzić z takim hiperaktywnym terierem po przejściach. Chciałam wypracować z Rysią takie zachowanie, abyśmy wszyscy razem mogli żyć w bezstresowym środowisku.

Mnie denerwowało, że Rysia się nie słucha, ją z kolei stresowaly moje nerwy, a przecież trudno złościć się na psa o coś czego nie został nauczony. Za złe czy nieodpowiednie zachowanie pieska odpowiedzialny jest tylko i wyłącznie człowiek. Pies sam się nie nauczy, ze nie wolno uciekać na spacerze, czy kraść jedzenia ze stołu. 


Postanowiłam poradzić się specjalisty. Z polecenia trafiłam na Magdę z dogenius. Był to strzał w 10! Wszystkim, którzy maja problemy z zachowaniem pupila polecam zasięgnąć porad specjalisty. To bardzo ułatwia pracę z psem, eliminację niepożądanych zachowań, ale przede wszystkim poprawia komfort życia psa i właściciela. Mam nadzieję, ze Magda nie będzie mi miała za złe kiedy przytoczę kilka wskazówek, które bardzo pomogły mi w pracy z Rysią. Nie każdy ma dostęp i fundusze na specjalistę, a na pewno znajdą się osoby które mają podobne problemy jak ja z Ryszardą.
Naszymi podstawowymi problemami były:

  •  Uciekanie na spacerach i brak jakiejkolwiek reakcji na przywołanie 
  • Załatwianie swoich potrzeb w domu
  • Dzikie szaleństwa w domu. Pies nie chciał się za żadne skarby uspokoić. Nie mieliśmy chwili wytchnienia po pracy
  • W nocy zamiast spać pies chciał się bawić 
  • Niszczenie rzeczy pod naszą nieobecność i wiele innych, drobniejszych problemów. 

 

Nasze pierwsze spotkanie było u nas w mieszkaniu. Magda chciała zobaczyć jak żyjemy sobie z pieskiem. No i na dzień dobry zauważyła błąd, który popełnialiśmy nagminnie - zabawy z psem w domu. Nie miałam o tym pojęcia, ale

zabawy np z piłeczką, zamiast zmęczyć psa, dodatkowo go nakręcają i podnoszą poziom adrenaliny. Pies zamiast paść ze zmęczenia i dać właścicielowi chwilę spokoju podnosi sobie poziom stresu i nakręca się jeszcze bardziej.

rysia_gymrussells_smaczki.pngCzyli stad brały się niekończące Rysiowe zabawy z piłeczką. Dowiedziałam się, że w domu zamiast zabaw, powinnam dać pieskowi coś do gryzienia, lizania - jakiegoś smaczka, Konga z masłem orzechowym - cokolwiek, co powoduje lizanie bo lizanie i wszystko, co wytwarza ślinę uspokaja i wycisza psa. Taki prosty sposób na spokój w domu. Dodatkowo aby pies przyzwyczaił się do naszego stylu życia, w domu, kiedy miałam ochotę na spokój miałam ignorować Rysię. Zostawić ja samej sobie aby nauczyła się ze w tym czasie musi zając się sobą i mi nie przeszkadzać. Takie proste rzeczy a zdziałały takie cuda! Nie wiedziałam, że popełniam tyle podstawowych błędów. Wystarczyło wyeliminować moje złe zachowania a piesek ślicznie się dopasował.

Czyli w skrócie:

  • zabawy z psem na spacerze, a nie w domu
  • w domu gryzak lub coś do memlania aby pies się uspokoił
  • ignorować psa, kiedy chce cię chwilę spokoju

Zostały spacery...


Pierwszą rzeczą, którą miałam zrobić to zakup kilkumetrowej linki i tony smaczków. Przypinałam linkę zamiast smyczy i szłysmy na spacer.

Linka to wspaniałe rozwiązanie na uciekającego psa bo zawsze można nadepnąć i uciekiniera zatrzymać. 


Pierwszą komendą było „do mnie”. Uzbrojona w smaczki i linkę co chwila wołałam Rysię „do mnie” i kiedy przyszła nagradzałam ją smaczkiem i BARDZO miłym, wesołym głosem. Z czasem Rysia przychodziła za każdym razem, kiedy ją zawołałam. Hasło "do mnie" kojarzyło się jej ze szczęśliwą panią i smaczną przekąską. Pracowałyśmy codziennie. W domku uczyłyśmy się podstawowych komend takich jak siad, leżeć, zostań, a na spacerku przychodzenia, skupiania uwagi na mnie poprzez zatrzymanie psa i komendę patrz”.

Zabawy z piłeczka czy kółeczkiem były tylko na spacerach, w domu były smaczki, nauka i odpoczynek.

W niedługim czasie - naprawdę niedługim, Rysia zaczęła się zmieniać. Uspokajała się. Nie nakręcała się jak wczesniej przez co ja się mniej denerwowałam. Spacery zaczęły jej się kojarzyć z super zabawą z panią, a gdy była fajna zabawa to nagle zniknęła potrzeba uciekania... w domu Rysia nauczyła się szanować naszą potrzebę wyciszenia i zaczęła wyciszać się z nami... już nie przynosiła piłeczki o 2 w nocy, tylko wtulona, pod kołderka spała spokojnie. Skończyły się nerwy i frustracje, więc pies przestał niszczyć i załatwiać się w domu. Z dnia na dzień można było zaobserwować zmiany w Rysi. Z małego psiego terrorysty zmieniała się w mądrego psiego przyjaciela. 

Taka wspólna praca i nauka niesamowicie zbliżyły nas z Rysią. Więź, jaka między nami się zbudowała dała Rysi poczucie bezpieczeństwa i przynależności.

Cała ta sytauacja nauczyła mnie, że pies potrzebuje silnej i zdecydowanej ręki. Potrzebuje dyscypliny (w dobrym tego słowa znaczeniu) jasnych reguł, jakie panują w domu. Jeżeli nauczymy i pokażemy naszemu pieskowi co od niego potrzebujemy i wymagamy nasze życie z pupilem będzie naprawdę o wiele łatwiejsze i przyjemniejsze... a nauka tego wszystkiego to najlepsza zabawa i czas spędzony z psem. Wszystkie te rady wykorzystałam do pracy z moimi szczeniakami. Praktycznie od samego początku uczyłam je reguł jakie panują u nas w domu. Dlatego teraz pomimo posiadania 5 psów i to rasy  Jack Russell nie mam większych problemów jeżeli chodzi o wspólne mieszkanie.. nie mamy problemów u weterynarza, na spacerach (zdarza się, że uciekną do innego psa, ale zawsze wracają po przywołaniu) w domu, kiedy chce uciąć sobie drzemkę, a nawet kiedy biorę je do pracy. Także naprawdę polecam codzienną pracę ze swoim psem, nawet jeśli miałoby to być w kółko siad i zostań :) to niesamowita frajda dla psa, a nagrody i zadowolony pan to największa radość dla pieska. Także do dzieła :)

KOMENTARZE