Rysiowy Psi hotel

rysia_hoteldlapsa_gymrussells.pngWe wcześniejszym wpisie pisałam, jak to Rysia została trenerką na siłowni. Sprawdziła się oczywiście na medal. Pracowałyśmy razem około dwóch lat. Niestety, pod koniec sezonu, w 2017 musieliśmy pożegnać się z naszym wynajmowanym lokalem (pamiętacie jak pisałam o powstających wszędzie sieciówkach z karnetami za półdarmo?). No to nas tez to dopadło. jak grzyby po deszczu otwierały się sieciówki z nowym, wypaśnym sprzętem i karnetem za 20 złotych na miesiąc. W obliczu takiej nieuczciwej konkurencji musieliśmy się szybko zwijać zanim zaczęlibyśmy wpadać w długi. Akurat kończyła nam się umowa i z bólem serca podjęliśmy decyzję o zamknięciu TBC. 

 

Jakie to jest okropne, przykre i smutne, że człowiek poświęca całe życie, zdrowie i pieniądze na swój biznes. Prowadzi go uczciwie i wkłada w to całe swoje serducho a tu nagle przychodzi taki gigant z kapitałem nie wiadomo skąd, otwiera obok molocha i zabiera większość klientów oferując praktycznie darmowe usługi. Klient niestety pójdzie tam, gdzie taniej, lepiej, a nas, ptywatnych przedsiębiorców niestety nie stać żeby jakkolwiek konkurować z taką ofertą.

rysia_hoteldlapsa_gymrussells7.pngNie będę się rozpisywać o tym jak sieciówki niszczą małych przedsiębiorców bo mi od razu ciśnienie skacze, ale pamiętajcie o nas, małych robaczkach, którzy każdego dnia walczą z całych sił ale często, gęsto kończą na bruku - jak to miało miejsce z nami :/ ale wracając to tematu ;) Z różnych przeróżnych względów musieliśmy zrezygnować z prowadzenia siłowni i lokalu, który wynajmowaliśmy. Nie ukrywam, ze poczułam lekką ulgę bo stres i praca praktycznie 24h mnie wykańczała. Nieważne czy człowiek chory, czy się zle czuje, czy ma nogę w gipsie, czy przepuklinę w kręgosłupie, albo najzwyczajniej w świecie nie ma sił.... musi iść do pracy. Często popadałam w depresję, miałam stany straszliwych nerwów nad którymi nie byłam w stanie zapanować. Po przebywaniu praktycznie non stop w hałasie i wśród ludzi, zaczęłam uciekać od towarzystwa i jakichkolwiek bodźców zewnętrznych. Najlepiej mi było samej z Rysią w ciszy w domu.Bywało, że z płaczem szłam do pracy bo nie miałam siły się ruszać... Ruch był coraz mniejszy bo McFit, bo inna sieciówka... moi stali klienci przestali kupować karnety i często siedziałyśmy z Rysią same. Było to naprawdę przygnębiające i dołujące.

rysia_hoteldlapsa_gymrussells8.pngPierwsze dni po zamknięciu siłowni były z jednej strony stresujące (nie mam pracy i jak ja się utrzymam) ale z drugiej strony wielką ulgą (może w końcu moja głowa i ciało dojdą do siebie). Potrzebowałam totalnej odskoczni ale potrzebowałam również pieniędzy :) tak się złożyło ze akurat zaczynało się lato... z mężem przenieśliśmy się do domku w Myślenicach i tam otworzyłam wakacyjny domek - hotelik dla psów. Pod opiekę brałam tylko psiaki, które odgadywały się z Rysią, wiadomo, to ona jest szefową i to jej ma być najlepiej:) Nawet to ruszyło... Praktycznie przez całe wakacje miałyśmy z Rysią psie towarzystwo. Trafiło do nas wiele wspaniałych merdajacych ogonków, za wieloma do dziś tęsknimy :)

 

rysia_hoteldlapsa_gymrussells2.pngByły kundelki, psiaki ze schroniska (najukochańsze stworzenia jakie u nas były) Beagle, Akita, Border Collie, Chihuahua, No i Pixel! Pixel czyli Jack Russell, który jest naszym sąsiadem i ojcem Rysiowych psiaków :) Pixel spędził z nami prawie całe lato... pokochaliśmy go jak swojego a i Rysia się z nim świetnie dogadywała :) Ten hotelik to był strzał w 10, bo pomimo pracy przy psach zregenerowałam się w 100%. Te wszystkie psiaki, które do nas trafiały wyleczyły mnie z tych okropnych stanów, w które wcześniej popadałam. Praca ze zwierzętami to bardzo wdzięczne zajęcie. Ich radość, miłość i usposobienie pomaga nawet w najgorsze dni.

 

 

Spacerki nad wodę, zabawy w domu i na zewnątrz... i w ogóle towarzystwo czworonogów jest cudownym odstresowywaczem i świetnym antydepresantem :)

rysia_hoteldlapsa_gymrussells4.pngNie jestem dyplomowanym behawiorystą, ani jakimś psim guru, ale pieski miały u mnie jak w raju! Nie zdarzały się żadne spięcia, czy nerwy. Były za to kąpiele w rzece, zabawy w domu i wielkim ogrodzie, przytulasy i łóżko z człowiekiem :) a co najfajniejsze - ciągły podgląd na instagramie :)

Najlepszą reklamą było chyba jak pieski które na codzień mieszkają niedaleko uciekały pod moje drzwi i czekały aż do nich wyjdę :)

Wiele osób pytało jak ja to robię, ze te wszystkie psy się mnie słuchają, nie uciekają i czuja się bezpiecznie? Szczerze mówiąc, nie wiem :) samą mnie to dziwiło, że mam taki posłuch :)

 

  • rysia_hoteldlapsa_gymrussells3.pngKażde przyjęcie psa zaczynało się tak samo - od wspólnego spacerku i zapoznania piesków. Rysia zawsze była towarzyska, więc nie stwarzała problemów :)
  • Po spacerku często sprawdzaliśmy jak psiaki dogadują się w domu (mieszkaliśmy z psami w domu, na otwartej przestrzeni - nie było klatek, czy osobnych pokoików)
  • jak już właściciel zostawił nam swoje psie dziecko to od razu szliśmy na spacerowe zabawy żeby odwrócić uwagę. Rzucanie piłeczki, kijka, smakołyki, nowe miejsca do zwiedzania. Psiak wracał zmęczony i zadowolony. W domu dostawał jakieś ucho lub kość i nie miał kiedy tęsknić. 

 

rysia_hoteldlapsa_gymrussells5.pngKażdego psiaka traktowałam jak swojego. Tuliłam, całowałam i starałam się nie dopuścić żeby psiak był smutny i tęsknił. Byłam też konsekwentna i trochę autorytarna. Przy niesfornych psach używałam sposobów, które sprawdziły się przy Rysi - linka, smaczki, przywoływanie i komenda “patrz”. Ogólnie byłam przewodnikiem stada :) Najwięcej problemów miałam z Akitą, która nie chciała się słuchać i Beaglem, który na początku był zbyt szalony na moje nerwy, ale szybciutko od Rysi nauczył się zasad mieszkania w naszym hoteliku. Każdy piesek był zupełnie inny, ale każdy był kochany. Zachęcam wszystkich żeby pomagali swoim znajomym, rodzinie, którzy mają czworonogi i zabierali je do siebie kiedy oni chcą wyjechać na wakacje. Kto wie, może zechcecie kolejnego psa :)

rysia&pixel_gymrussells_hotel_fb.pngW trakcie tych szalonych psich wakacji Ryszarda dostała cieczkę (nie powinna bo miała w kwietniu) No ale dostała. A tak jak pisałam Pixel był z nami praktycznie całe wakacje. Zanim Rysi zaczęły się dni płodne zastanawialiśmy się z mężem co zrobić. Jestem przeciwna rozmnażaniu psów dla zysku i w ogóle rozmnażaniu bo jest tyle psich nieszczęść, że serce pęka. Co tu daleko patrzeć Rysia miała 4 domy zanim do nas trafiła. Kiedyś już pisałam, że miałam kilka osób, które bardzo chciały szczeniaki Rysi... regularnie dzwoniły się dopytywać czy Rysia jest w ciąży itp. Były to znajome osoby, mieszkające w pobliżu wiec „bezpieczne”. I dlatego się zdecydowaliśmy. I może dlatego też, że nie widzieliśmy Rysi jako szczeniaczka i może dlatego, że moim marzeniem było mieć szczeniaczki...A może tak miało być :) No i stało się :) w lipcu Ryszarda poszła w tango z Pixelem i zaszła w ciążę :) o przebiegu ciąży i porodzie napisze w następnym poście :)

KOMENTARZE