Zmiany, Zmiany Zmiany

myslenice_przeprowadzka7.jpg

Cześć! Wiem, wiem, nie było mnie tu całą wieczność… cóż, blogerka ze mnie żadna :) Brak mi samozaparcia, systematyczności i poświęcenia, ale dzisiaj wstałam z twardym postanowieniem działania! Głupia jestem, że mało się dzielę, bo mam naprawdę dużo do opowiedzenia :) Pomyślałam, że zrobię update z tego, co się u nas ostatnio wydarzyło, a później już na bieżąco będę zapraszać Was do naszego psiego życia :) Ci, którzy śledzą nas na Instagramie wiedzą co się u nas dzieje, ale nie oszukujmy się, nikt nie siedzi ciągle na insta…:)

myslenice_przeprowadzka3.jpg(sorki za jakość zdjęć w tym poście, ale to stare zdjęcia z dziadowskiego telefonu. Po lewej słynna noga Oreo, której zazdrości mu sama Angelina, po prawej ja z Fifutką w wirze sprzątania) :)

No dobra, to zacznę od tego, że w maju sprzedałam moje ukochane TBC (fitness) Nosiłam się z tym zamiarem od jakiegoś czasu. Przez wiele lat praca w klubie była moim całym życiem. Od rana do późnego wieczora byłam w pracy… nie mogę narzekać bo praca była super! Miła i wesoła atmosfera, jakieś poczucie dobrego wpływu na ludzi, mnóstwo super osób dookoła. Jednak przyszedł na mnie czas :) Psychicznie i fizycznie byłam wycieńczona, łapały mnie ciągle kontuzje, mniej i bardziej poważne. Podobno po kilku latach trzeba zrobić zmianę bo człowiek może oszaleć… No to zrobiłam :)

myslenice_przeprowadzka4.jpgnasz dworek, w którym nie straszy :)

Mój mąż, Przemek ma w Myślenicach dom (wiem, wygląda pięknie, jak u Carringtonów). Dom, który ZAWSZE był między nami kością niezgody. Wielki, wiecznie zapuszczony dom. Dom, który tylko generował koszty bo rzadko się tam jeździło, a opłaty niemałe trzeba było płacić. Dom, który nam kilkakrotnie zalało (powodzie, baardzo częste awarie). Dom i ogród, na który nie mogłam patrzeć bo kojarzył mi się z wiecznym chaosem i sprzątaniem (na które nie było czasu, chęci a na opłacenie kogoś pieniędzy...) Same Myślenice, również nie kojarzyły mi się jakoś fajnie… Mieszkałam tu przez 3 miesiące 2 lata temu (prowadziłam wtedy Psi hotel) i oprócz tego, że nie musiałam chodzić do pracy, nie wspominam tego zbyt przyjemnie. Było drogo, pusto, nudno i bez samochodu ni rusz… Siedziałam głównie sama (z psami) bo Przemek był ciągle w pracowych rozjazdach... I nie miałam internetów!!! Tylko słabe LTE w telefonie od czasu do czasu. Tv śnieżyło, więc sobie wyobraźcie te nudy gdzie z nikim pogadać, ani co pooglądać bo człowieka szlag trafia. Jedyną rozrywką była fałszująca Margaret na Dniach Myślenic... W domu nieważne jakbym nie posprzątała, zawsze było brudno, bo stare meble (nie mówię tu o antykach) były zniszczone, zalane i dawało od nich…:/ A poza tym dom przejeliśmy już częściowo urządzony, nie będę ukrywać nie po mojemu (lata temu to wszytko na pewno było wyżynami home decor i ówczesny WESTWING miałby mnóstwo inspiracji, ale...) :) - był lekki miszmasz - tu kratka, tam kwiatki, tu brąz, tam fiolet a jeszcze gdzie indziej niebieski albo zielony. Głowa bolała od tego przybytku i oczy się krzyżowały :) Niestety nie mam wielu zdjęć z przed, mam tylko z po :) ale podłogi i meble w kuchni były takie jak poniżej...w jednej częśći kuchni z zileonym, w drugiej chyba z fioletowym, już nie pamiętam

myslenice_przeprowadzka11.jpg(na fotkach nasi hotelowi goście) podłoga ok, chociaż ciągle wyglądała jakby była brudna... nawet karcher tego nie wyczyścił:/

Nie pomagało, że z domu zrobiliśmy skład rzeczy wszelakich… po co wywalić, zawieźmy do Myślenic… więc przez ten cały czas nie mogłam sobie tu znależć miejsca i z utęsknieniem czekałam na powrót do Krakowa. 

Myśleliśmy nad tymi Myślenicami i myśleliśmy… w końcu coś pękło w moim mężu i postanowił wystawić dom na sprzedaż (zapewne przyszedł jakiś rachunek)… ale zanim to zrobił, wywalił ścianę w kuchni i otworzył ją na salon, pozmieniał podłogi z ciapiastych w gładką białą, wywalił stare meble i odmalował całość… nie powiem, jak to zobaczyłam to inaczej spojrzałam na ten dom :) Niesamowite jak inna podłoga i brak ściany zmieniły dom z męczącego zmysły w przytulny i przyjazny. 

myslenice_przeprowadzka5.jpgDumny pan na włościach:)

No więc sprzedałam to TBC i plan był taki, że na wakacje jedziemy do Myślenic szykować dom i ogród pod sprzedaż. Nie ukrywam z ulgą wyjechałam z Krakowa. Sytuacja z moimi psami robiła się powoli nieciekawa… Często spotykały nas różne nieprzyjemności, wyzwiska, ataki… momentem zwrotnym był post o nas na zamkniętej, osiedlowej grupie na FB. Ktoś zrobił mi zdjęcie, jak byłam z psami w parku na spacerze… siedziałam sobie na huśtawce a psiaki wąchały sobie trawę, nikomu nie wadząc... komentarz był mniej więcej taki “jakim prawem ona wchodzi tam z psami? Przecież one wchodzą na huśtawki (nieprawda),, co z tym zrobić itd”. Pod postem rozkręciła się dyskusja, gdzie wiadomo byłam nazywana wariatką, taką, która znęca się nad psami (bo np krzyczałam na nie jak się nie słuchały), ktoś napisał, że “ona mieszka tam i tam”. Wszystko działo się za moimi plecami… wśród “sąsiadów” z bloku obok… Czułam się osaczona, często na spacerach latały za nami drony, ludzie robili nam zdjęcia bez pytania, nagrywali filmy. Nie wiedziałam, co późnej z tym zrobią. Ogólnie zabierało mi to całą radość z posiadania psiaków i wspólnych spacerów. Byłam zestresowana i sfrustrowana. Bałam się, że ktoś nas gdzieś zgłosi, albo otruje mi psy…Pewnie by tak nie było, ale i tak ja jestem panikara i stresują mnie takie rzeczy. Także bez większych sentymentów spakowałam nas i wyjechaliśmy do Myślenic “na próbę”.

myslenice_przeprowadzka6.jpgWiedząc, że możemy nie zagrzać tu miejsca na dłużej postanowilismy "urządzić" się najtańszym kosztem. Wiele rzeczy było (krzesła, stoły, komody) Meble kuchenne dostaliśmy od kolegi, sprzęty AGD kupiliśmy na OLX, niektóre wzięliśmy za darmo. Łóżko zrobiliśmy z palet... Wiele rzezcy zwieźliśmy z naszego mieszkanka.

myslenice_przeprowadzka10.jpgSkończyło się na tym, że jest luty a my nadal tu mieszkamy i powolutku się urządzamy (daliśmy sobie rok, żeby sprawdzić jak nam się będzie mieszkać i jak to finansowo wygląda):)

Nie ukrywam tym razem mieszka mi się tutaj zupełnie inaczej. Czuję się jak w domu, a nie w prowizorycznym pomieszczeniu. Jestem raczej nudziarą, co zamiast knajpy woli kanapę i filmik albo książkę… ale muszę mieć w domu “domowo” i przytulnie bo inaczej nie jestem w stanie odpocząć… Zainstalowaliśmy INTERNETY! I mamy kontakt ze światem… znalazłam sobie również zajęcie - zaczęłam szyć psie ciuchy…najpierw w sypialni, teraz mam nawet swoją pracownię :) więc na nudę już nie narzekam :) Powoli rozglądam się za jakąś regularną pracą…Nie przeszkadza mi, że o 20 wszystko tu prawie zamknięte… Jest dobra pizzeria i to się liczy :) Znalazłam tu wszystko, czego potrzebuję… ale przede wszystkim spokój :)

myslenice_przeprowadzka1.jpgALE!!! My jak my… ale psy!! Psy mają tu wypas. Pomijam duży ogród do zabaw, opalanka i szczekania. Kurcze jakie to wygodne wypuścić ferajnę na poranną sikupę bez ubierania się i szykowania… czy zimnym wieczorem, czy w nocy gdy potrzeba przyjdzie znienacka :) W domku najważniejsze, że jesteśmy razem, psy się nie stresują…mają swoje miejscówki i ulubione kąty. ALE! W końcu zaczęłam odkrywać Myślenickie okolice. Przepiękne lasy, ścieżki, wzgórza… W lato rzekę do kąpieli, jesienią i zimą szlaki na naszej górze Chełm, gdzie patyków pod dostatkiem.

myslenice_przeprowadzka9.jpgWcześniej nie doceniałam tego, teraz się zakochałam. Jak pomyślę, że muszę jechać do Krakowa to mi się odechciewa :) a jak już wracam to z ulgą i radością. Jeszcze dużo pracy przed nami (dom i ogród) i ciągle zastanawiamy się nad tym, czy w ogóle tu zostać… Jedno jest pewne - do Krakowa nie chcę już wracać… :)

myslenice_przeprowadzka8.jpg

KOMENTARZE