Jak to się zaczęło część 2

Ci, którzy obserwują nasz profil na Instagramie wiedzą, że prawdziwą królową i liderką #Gymrussells jest Rysia:)
  Jak to się stało, że ja – miłośniczka dużych psów oszalałam na punkcie małego teriera?

 Ryśka trafiła do mnie naRysia_mala_gymrussells.png przechowanie na weekend. Na jedną, góra dwie noce. Jej właściciele jechali na wesele, a Rysia bardzo źle znosiła podróże… wymiotowała za każdym razem kiedy weszła do samochodu. Więc zamiast wyprawy nad morze trafiła do mnie. Na początku byłam trochę przerażona kiedy zobaczyłam jak  rzuca się na piłeczkę i biega z nią po mieszkaniu jak opętana. Mój poprzedni pies był typowym leniem kanapowym, a tu nagle taki wulkan energii. Nie miałam żadnej styczności z terierami, nikt ze znajomych nie miał takiego pieska… kompletnie nie wiedziałam jak z nią postępować. Piesek w nowym miejscu, bez swoich zapachów z całkiem obcymi osobami był lekko zestresowany. Poszłyśmy na spacer, porzucałyśmy trochę piłeczkę, kilka miłych słów piskliwym głosem, jakiś smaczek i powoli się uspokajała… Rysi ewidentnie brakowało zabawy i uwagi. W swoim domku miała kolegę – yorka, niestety wiekowego, który nie chciał się bawić, wręcz przeciwnie bał się i uciekał.

Różnie to w życiu się układa, czasem nie ma wyjścia, ale patrząc na to jak wyglądała codzienność mojego staruszka Oziego (o którym możesz poczytać tu), nie zaryzykowałabym wzięcia młodego pieska do domu. W żadnym wypadku nie chcę nikogo urazić, bo to indywidualna sprawa, ale myślę, że stary pies, często obolały, potrzebuje przede wszystkim świętego spokoju. Ale o tym może innym razem :)


 rysia_czarnotka_gymrussells.pngW moim domu była kotka – Czarnotka. Rysia jak ją zobaczyła to trochę jej odbiło. Zaczęła ją zaczepiać i przymuszać do zabawy, na co Czarnotka nie miała najmniejszej ochoty. Także zabawy z kotem odpadały. Po wieczornym spacerku, pomimo wielu zabaw Rysia dalej się nie uspokajała, ciągle była nakręcona i chciała bawić się piłeczką… Myślałam, że zwariuję… Chciałam iść spać a tu uśmiechnięta mordka z piłeczką czeka na zabawę… W końcu o bardzo późnej godzinie padła… przytuliła się pod kołderką i zasnęła. Byłam przeszczęśliwa. Następnego dnia była już nieco inna… poczuła, że nic jej nie grozi, miała już swoje zapaszki i trochę wyluzowała. Ryśka okazała się być bardzo fajnym, radosnym i zabawowym pieskiem. Po latach krótkich i co tu pisać, nudnych spacerów z Ozim, szaleństwa z piłeczką były miłą odmianą. 
Bardzo fajnie spędzony czas niestety dobiegał końca…  Już miałam Ryskę spakowaną, kiedy okazało się, że jeden z właścicieli zachorował. Szybciutko zaoferowałam się, że Rysia spokojnie może u mnie zostać :)  I tak z jednego, krótkiego weekendu zrobiły się dwa tygodnie. W przeciągu tych dwóch tygodni bawiliśmy się z Rysią, przytulaliśmy, zabraliśmy ją nad jezioro w Słowacji. Pływała z nami na rowerze wodnym, biegała za piłeczkami. Jej choroba lokomocyjna minęła jak zaczarowana. 

Nie jestem mentorem, ale wydaje mi się, że Rysia najzwyczajniej bała się podróży samochodem. Wcześniej podobno jeździła sama z tyłu. Ja wzięłam ją na ręce i całą drogę jechałyśmy przytulone… Ani razu nie dało się odczuć, że czuje się źle. Piesek najprawdopodobniej nie był przyzwyczajony i najzwyczajniej w świecie bał się podróży w zamkniętej klatce. Dziś Rysia nie ma żadnych problemów lokomocyjnych. Po prostu musiałam sprawić, że podróż samochodem dobrze się jej kojarzy  :)


rysia_gymrussells_jackrussellPo tych dwóch tygodniach nie ukrywam, zakochaliśmy się w niej. Powolutku ta mała, szalona psinka skradła nam serce. Tak ciężko było się rozstać… no ale to nie był nasz pies, ktoś za nim tęsknił. Po jakimś czasie Rysia znów do nas trafiła, na około tydzień… ach jak się cieszyliśmy :)  Już nie przeszkadzało nam, że nie można się zdrzemnąć po obiedzie bo pies szalał, czy spać całą noc, bo piłeczka zapiszczała i pies się obudził chętny do zabawy. Takie sytuacje powtarzały się kilkukrotnie. Właścicielka Rysi (dla ułatwienia nazwijmy ją Basia) często chciała dać wytchnienie staremu Yorkowi i przywoziła mi Ryśkę na dzień lub kilka dni. Byłyśmy dwiema mamami na zmianę :) Niestety Ryśka nie znosiła tego najlepiej. Po którejś takiej wymianie zauważyłam, że Rysia robi się wredna, nieusłuchana i nieznośna. Potrafiła po długim spacerze wrócić do domu i się załatwić, albo zesikać do łóżka kiedy zmieniłam pościel. Nie wspomnę już o uciekaniu na spacerach. Spędziłam wiele godzin na bieganiu za nią jak idiotka wołając „Rysia Rysia” a ona tylko się odwracała i uciekała… Podejrzewam, że w jej rodzinnym domu nie było wcale lepiej.  

Nie jestem profesjonalistką, ale gołym okiem było widać, że Rysi potrzeba było twardej ręki, a raczej jednego, konsekwentnego właściciela. Nie chciałam się wtrącać, bo to nie był mój pies (chociaż bardzo chciałam), ale musiałam zareagować bo taki nieznośny pies z czasem może naprawdę uprzykrzać życie.

Rysia_gymrussells_terier_adopcjaZ wielkim bólem serca powiedziałam „Basi”, że nie będę już brała Rysi do siebie bo to jej zwyczajnie szkodzi. Powiedziałam, że Rysia musi mieć jednego właściciela, przejść naukę podstawowych komend i dyscypliny bo robi się okropna a przede wszystkim najzwyczajniej w świecie szkoda psa, który jest bardzo zagubiony. Po jakimś miesiącu zadzwoniła do mnie „Basia” i powiedziała, że nie radzi sobie z Rysią, w związku z natłokiem pracy i obowiązków nie ma czasu zajmować się wymagającym terierem. Dochodziły do tego problemy osobiste – Basia rozstała się z chłopakiem, od którego dostała Rysię… Tak, Rysia była prezentem. Jak się później okazało jako prezent zmieniała domy kilkukrotnie.

 

 

  • Najpierw trafiła do dziewczyny – studentki, która po jakimś czasie stwierdziła, że jednak nie może mieć psa w mieszkaniu…
  • Dziewczyna sprzedała ją „dla dziecka”.
  • Dziecku Rysia chyba nie podeszła bo psa sprzedali chłopakowi Basi…
  • Po ośmiu miesiącach psiej tułaczki, z rozwaloną psychiką i wieloma lękami Rysia trafiła do nas.
    Nie będę się rozpisywać o dawaniu psa, czy innego zwierzęcia w prezencie, ale tak wiele tych niewinnych istot ląduje w schroniskach czy na ulicy, że warto się dwa razy zastanowić. Szczególnie jeżeli chodzi o rasę, która jest wymagająca.

Jack Russell to teraz bardzo popularna rasa – psy z reklamy. Małe i słodkie psiaczki w ciapki, robiące śmieszne sztuczki. A rzeczywistość jest zgoła inna :) to wulkany energii, które potrzebują dużo ruchu i uwagi. Lubią gryźć, niszczyć, warczeć, skakać, szaleć. To nie są psy kanapowe, które lubią tylko spać i odpoczywać.

Rysia zaczęła niezbyt fajnie, ale dzięki temu trafiła do mnie. Trafił do mnie zagubiony, rozbity pies, który nawet nie dał się pogłaskać. Z jednej strony niegrzeczna, wredna i nieposłuszna, a z drugiej kochana psina, która nie odstępowała mnie na krok. Rysia miała bardzo silny lęk separacyjny. Nawet jak brałam kąpiel to musiała mieć krzesełko koło wanny żeby być blisko bo bała się, że ją zostawię. Niestety nie mieliśmy doświadczenia z nauką takiego psa bo nasz poprzedni Ozi był o wiele mniej wymagający, jednak trzeba było coś zrobić z szalejącym terrotystą, ale o tym w następnym poście… :)

tagi
adopcja jackrussell niekupujadoptuj

KOMENTARZE